sobota, 19 stycznia 2019

Sobotnia kawka #3


Nie mogę uwierzyć, że minął kolejny tydzień. To się wydaje wręcz niemożliwe. Czas mi tak bardzo przyśpieszył, że niczego nie ogarniam. Cały tydzień zmagałam się z nauką i tym, aby się do niej przemóc pomimo apatii, które dało mi się we znaki już w niedzielę. Zmęczenie trwało cały tydzień i tylko się pogłębiało, bo w ciągu tygodnia słabo spałam i musiałam wcześnie zrywać się z łóżka.

Kiedy miałam chwilę czasu to czytałam w tym tygodniu „Bóg nigdy nie mruga” Reginy Brett. Muszę przyznać, ze jestem pozytywnie zaskoczona. Kiedy dostałam ta książkę kilka lat temu, po przeczytaniu kilku pierwszych lekcji rzuciłam ją w kąt. Nie rozumiałam jej, może do niej nie dorosłam. Teraz jednak minęły cztery lata, długie cztery lata podczas których wiele się wydarzyło (w tym wiele złego) i wiele się nauczyłam. Teraz czytam sobie jedną, dwie lekcje dziennie i słowa autorki są jak balsam na moje serducho. Książka utwierdza mnie w przekonaniu, które nabyłam przez ostatni rok - z każdego, choćby największego dołu da się przecież wyjść. I trzeba o tym pamiętać w chwili, kiedy tkwi się na samym dnie. Ta książka o tym przypomina.

W tym tygodniu wreszcie usiadłam na parę godzin po to, żeby coś wydziergać, z czego niezmiernie się cieszę! Tak powstał koszyk na szydełku - planuję go dać do łazienki, żeby uporządkować moje kosmetyki.

Zrobiłam sobie tylko jeden długi spacer, bo nie starczyło mi czasu, ale dobre i to. Czasami warto chociaż na chwilę wyjść i pospacerować wieczorem, dla rozładowania nerwów.

Chociaż oznacza to dużo nauki i ciągłe zmęczenie - cieszę się, że ten semestr chyli się ku końcowi. Dużo się w nim nauczyłam, zdefiniowałam bardziej swoje plany na przyszłość.

A wam, jak minął tydzień? Też jesteście tacy zapracowani?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz