czwartek, 7 lutego 2019

6 najlepszych sposobów na naukę

6 najlepszych sposobów na naukę
sposoby na naukę

Przecież nie będę nikogo oszukiwać, że nauka zawsze jest przyjemna. Należę do tej grupy osób, która owszem, lubi się uczyć, ale tylko tego, co ją ciekawi. I na dodatek "sucha" nauka szybko ją nudzi, więc mam kilka sprawdzonych sposobów na naukę, które są ciekawe. Odczuwam wewnętrzny zgrzyt, kiedy sytuacja wymaga uczenia się czegoś, co mi się nie podoba. Na studiach spotkałam się z takim ogromem przedmiotów, że czasami bywa ciężko. Niby fajnie to brzmi, że studiuję coś co mnie naprawdę interesuje, ale uwierzcie - nawet gdy studiujecie ciekawy, wymarzony kierunek to zdarzają się przedmioty, które są po prostu beznadziejne i oderwane od tematu. A takie również trzeba zdać, zaliczyć, by móc kontynuować naukę. A już nie mówię o czasach liceum, gdzie było wiele przedmiotów, które mnie zupełnie nie interesowały.

sposoby na naukę
|| Zakreślacze Stabilo pastelowe || Pisaki Stabilo || Cienkopisy stabilo || Zakreślacze Stabilo neonowe || Klipsy do papieru || Zeszyt w kwiaty na spirali || Długopis z gumką ||

Dlatego wpadłam na pomysł, żeby przekazać wam kilka moich sprawdzonych sposobów na umilenie nauki oraz sprawienie, że jest ona bardziej efektywna. Nie będę was czarować, że jestem zorganizowana, że mam zaplanowany proces uczenia się już na dwa tygodnie przed kolokwiami, czy sesją - to po prostu nie ja. U mnie w nauce występuje pełen spontan! Nie umiem się zmotywować wcześniej, niż sytuacja naprawdę tego wymaga, bo inaczej nie zdam. I w dodatku nie lubię się uczyć, wkuwając na pamięć z podręczników. Moje narzędzia do nauki muszą być kolorowe, poręczne, fajne, muszą mnie cieszyć (również podobać pod względem estetycznym). Jestem też fanką różnych tricków - przez pewien czas prowadziłam zajęcia dla dzieci o tym, jak efektywnie się uczyć (i uczyłam ich różnych metod pamięciowych, których czasami sama używam). Oprócz tego uważam, że mądrze jest wykorzystać swój czas i wypełnić go tym, co i tak musimy się nauczyć - na przykład słuchając swoich nagrań podczas jazdy autem, sprzątania czy gotowania.

Chociaż sposobów na naukę jest tyle, ilu ludzi na świecie się uczy to zapraszam was do zapoznania się z moimi ulubionymi. Oto spis kilku metod, które regularnie stosuję, lubię i polecam!

Moje najlepsze sposoby na naukę

sposoby na naukę

Sposób 1 - Fiszki


Tnę blok techniczny na równe prostokąty a potem po jednej stronie piszę hasło a na drugiej stronie – samą definicję lub wzór.

Zdecydowanie jedna z najbardziej skutecznych dla mnie metod. To mój prawdziwy faworyt już od czasów liceum. Fiszki mogę zabrać ze sobą dosłownie wszędzie (nawet gdy masz chwilkę w pracy, możesz je trzymać w kieszeni i zawsze na nie zerknąć) są poręczne i skondensowane. Spinam je spinaczem do papieru (takim, którym mogę spiąć grubą stertę dokumentów), wrzucam do torebki i zawsze mogę powtórzyć materiał, którego aktualnie się uczę.  To taka wiedza w pigułce – w dodatku wygodna. A dodatkowo, podczas tworzenia fiszek już wtedy się sporo uczę, ponieważ przygotowuje je sama, ręcznie. Tnę blok techniczny (czasami kolorowy, czasami zwykły, biały) na równe prostokąty (często pomagam sobie narysowaniem linii, ale niekiedy robię to „na oko”) a potem po jednej stronie piszę hasło (np. do definicji lub wzoru) a na drugiej stronie – samą definicję lub wzór. Tylko esencję – unikam długich wywodów, które niepotrzebnie zabierają miejsce na niewielkiej kartce. Tą metodą lubię również uczyć się języków.
W ten sposób łatwo się również nauczyć, kiedy na przykład wasz wykładowca podaje w punktach dokładne zagadnienia do nauczenia się. Wystarczy zrobić tyle fiszek, ile zagadnień macie a później poświęcić czas na nauczenie się ich.

sposoby na naukę

Sposób 2 - Nagrania, audiobooki


Najpierw czytam podręcznik, robię skondensowane notatki a później czytam te notatki na głos, nagrywając swój głos telefonem.

Bez tego tricku nie zaliczyłabym wielu kolosów i egzaminów w tamtym roku. Zaletą takich nagrań jest to, że mogę ich słuchać w samochodzie - podczas jazdy - dzięki temu podróżując ze studiów do pracy, lub z jednej pracy do drugiej, mogłam uczyć się słuchając swoich nagrań. Robię to w ten sposób - najpierw czytam podręcznik, robię skondensowane notatki a później czytam te notatki na głos, nagrywając swój głos telefonem. Potem podczas jazdy włączam nagranie - i zapętlam je w kółko, aż się nauczę. Polecam tę metodę zabieganym osobom. Jeśli nie macie czasu skracać podręcznika to zawsze możecie czytać go w całości, albo nawet znaleźć jego wersję audio - i tak musicie go sobie przeczytać do egzaminu, a jeśli to zrobicie na głos i się nagracie, to możecie do niego wrócić wszędzie i zawsze: podczas jazdy autem, autobusem, podczas spaceru,  gotowania czy sprzątania. Wiem, że nie każdemu odpowiada uczenie się ze słuchu, ale jeśli jesteście w tym gronie szczęśliwców to jest to bardzo wygodna metoda.

sposoby na naukę

Sposób 3 - Mapy myśli

W tej metodzie chodzi o to, by na środku, w owalu napisać drukowanymi, czytelnymi literami hasło-klucz. Następnie, od prawej strony rysujemy kolorowe gałęzie. Na gałęziach piszemy krótkie wyjaśnienia.
To coś, czego nauczyłam się podczas szkolenia o nowoczesnych metodach nauki. Później robiłam takie zajęcia dla dzieciaków, ale powiem wam szczerze, że sama dużo z tego korzystałam. Mapy myśli przede wszystkim przydają mi się podczas robienia różnych prezentacji  i wystąpień - preferuję je o wiele bardziej niż standardowe "scenariusze-kospekty" pisane w punktach.

Metoda ta została opracowana przez Tonego Buzana, polecam wam jego wykłady na YouTube. Jeśli słucha się uważnie, można wyłapać naprawdę przydatne rzeczy, ale trzeba ten nawał informacji przecedzić przez sitko własnego rozsądku. W tej metodzie chodzi o to, by na środku, w owalu napisać drukowanymi, czytelnymi literami hasło-klucz. Następnie, od prawej strony rysujemy kolorowe gałęzie. Na gałęziach piszemy krótkie wyjaśnienia. Należy unikać rozbudowanych zdań, czasowników i nadmiernej ilości przymiotników. Same konkrety. Od poszczególnych gałęzi możemy rysować kolejne. Należy unikać ostrych krawędzi i upiększać mapę piktogramami, które kojarzą się nam z danym hasłem. Jaka więc powinna być mapa myśli? Kolorowa, czytelna, symetryczna i pełna obrazków (obrazków, prawdę powiedziawszy, zawsze brakuje w moich mapach myśli).

Takie zabiegi mocno motywują mnie do myślenia skojarzeniowego, poruszają moje szare komórki. Równocześnie zawsze staram się, by hasła na gałęziach były dla mnie jasne i doprecyzowane, żebym nie musiała się niczego domyślać po pewnym czasie, kiedy zapomnę co miałam na myśli. Warto taką metodę wypróbować i spróbować uczyć się w taki sposób. Sama podchodziłam do niej sceptycznie, kiedy się jej uczyłam, ale teraz nie wyobrażam sobie w inny sposób planować wystąpień czy prezentacji.

sposoby na naukę

Sposób 4 - Wierszyki, piosenki, rymowanki

Wystarczy wybrać hasła, których chcemy się nauczyć a następnie zrobić z nich wierszyk. Najlepiej sprawdzają się takie, które są mocno przesadzone, śmieszne i wręcz absurdalne. 
To może wydawać się śmieszne, ale u mnie od zawsze działało. A jeśli coś jest głupie, ale działa, to znaczy że nie jest głupie! Do dzisiaj pamiętam wierszyki, które wymyślałam sobie w gimnazjum na biologię a minęło sporo czasu od tamtego momentu. Może nie jest to najlepszy sposób, kiedy masz do zapamiętania naprawdę ogrom rzeczy w bardzo krótkim czasie, ale dla krótkich form sprawdza się rewelacyjnie. I zostaje w głowie na naprawdę długo. Wystarczy wybrać hasła, których chcemy się nauczyć a następnie zrobić z nich wierszyk. Najlepiej sprawdzają się takie, które są mocno przesadzone, śmieszne i wręcz absurdalne. Nasz mózg łatwo to skojarzy i zapamięta! Moja wskazówka jest taka, żeby nie robić sobie tych wierszyków bardzo długich - sama esencja, konkret, sprawdzi się najlepiej. Jeśli nie macie głowy do tego, by wymyślać rymy to zawsze możecie znaleźć ich mnóstwo w Internecie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę "słownik rymów".

sposoby na naukę

Sposób 5 - Plakaty, notki


Jeżeli już pokusicie się na to, by przygotować się do egzaminu dużo wcześniej, bardzo fajną sprawą jest na przykład napisanie definicji na małych karteczkach i późniejsze naklejenie tych karteczek w miejsca, gdzie często patrzycie. Na przykład na lustro, szafkę, tablicę korkową nad biurkiem. To samo można zrobić z różnymi ilustracjami procesów, tabelkami i wykresami. Przez to za każdym razem, kiedy będziecie przechodzić koło danego mebla i zawiesicie wzrok na definicji, przeczytacie ją, obejrzycie wykres, czy ilustrację. W ten sposób "oswoicie się" z tematem i łatwiej go zapamiętacie, ponieważ częściej będziecie sobie to powtarzać. Równocześnie przypominacie sobie o tym, by w razie czego powtórzyć dany temat, jeśli czujecie, że go zapominacie.

W ten sposób również efektywnie uczy się języków, naklejając słówka w miejsca, na które często patrzymy.

sposoby na naukę

Sposób 6 - Atrakcyjne notatki

Dzięki robieniu własnych, takich dobrze przemyślanych notatek układam sobie to wszystko w głowie i zapamiętuje już na etapie pisania.

Dla mnie to mus - muszę sobie zrobić własne notatki, czy to z podręcznika czy z konspektów, czy z prezentacji które nam wysyłają wykładowcy. W dodatku moje notatki muszą koniecznie być odręczne - wiem, że panuje teraz moda na robienie wszystkiego na komputerze, ale mi takie robienie notatek po prostu bardziej szkodzi, niż pomaga. O wiele mniej zapamiętuje. Dzięki robieniu własnych, takich dobrze przemyślanych notatek układam sobie to wszystko w głowie i zapamiętuje już na etapie pisania. Kiedy mam porządne i estetyczne notatki na papierze, z których wszystko jasno wynika a wiadomości są pogrupowane i poukładane (według wzoru który sama wywnioskuję) wtedy łatwiej jest mi to wszystko przyswoić i posegregować w głowie. A o ile przyjemniej uczy mi się z własnych, czytelnych notatek w których wiem dokładnie o co chodzi!

Oto właśnie opisałam wam sześć moich ulubionych metod. Jednak muszę was zmartwić – nawet jeśli obkleicie swój pokój definicjami, będziecie nosić w torebce milion fiszek a po każdym wykładzie będziecie robić własne notatki, nic  tego nie będzie jeśli nie zmotywujecie się do nauki. Przede wszystkim trzeba chcieć się czegoś nauczyć i nie powtarzać sobie w kółko, że jest wam to do życia niepotrzebna wiedza. Wtedy o wiele łatwiej się uczy!

sposoby na naukę

Na sam koniec, oprócz sposobów na naukę, chciałam wam jeszcze przekazać moje wskazówki, których staram się przestrzegać, by móc łatwiej się skupić i zmobilizować do nauki.

♥️ Wyłączam wszystkie rozpraszacze. (Chyba że konieczny mi jest laptop do nauki, lub telefon, ale nawet wtedy wyciszam Messengera i omijam szerokim łukiem aplikację YouTube)

♥️ Włączam sobie muzykę do nauki – u mnie królują odgłosy dżungli. Ale każdy lubi coś innego, zachęcam was do tego, by próbować różnych rzeczy i sprawdzić na własnej skórze przy czym wam najlepiej się uczy. Jest całkiem spora grupa osób, którzy najlepiej skupiają się w kompletnej ciszy.

♥️ Proszę domowników, by ci nie przeszkadzali – dla mnie to jest jedna z najważniejszych rzeczy. Nienawidzę odrywać się nauki, kiedy już zacznę.

♥️ Robię sobie przerwy w nauce. Dla mnie najlepiej sprawdza się technika Pomodoro – 25 minut skupienia i nauki, potem 5 minut przerwy. Sekwencję powtarzam aż nie nadejdzie czas na porządny posiłek – to znaczy, kiedy naprawdę zgłodnieje. Albo, kiedy już mam dość nauki.

♥️ Jeśli nie możesz się zmotywować do nauki, spróbuj chociaż na 10 minut. Potem, kiedy się skupisz i wciągniesz w daną czynność, istnieje duże prawdopodobieństwo że pouczysz się znacznie dłużej!

♥️ Kawa też pomaga. Albo yerba mate, jeśli ktoś preferuje!

sposoby na naukę

A jakie wy macie sposoby na naukę, lub żeby zmobilizować się do niej? Chętnie przeczytam wszystkie wasze wskazówki. Jesteście z tych, którzy wkuwają prosto z podręcznika, czy muszą sobie to urozmaicać tak jak ja? Dajcie znać w komentarzach!

Zobacz też:

Czy jesteś wyrozumiały dla samego siebie?

sobota, 26 stycznia 2019

Dzień babci

Dzień babci


To jest smutna historia, ale ma dobre zakończenie. Słodko-gorzkie, ale dobre. Dające nadzieję.

To już drugi raz, jak jej nie ma. 

Na początku mieszkanie wydawało się dziwnie obce, jakby niczyje. Przychodziłam tam po pracy i zostawałam do następnego dnia rano, mieszkając z nim ale tak naprawdę w głowie czując się ciągle tak, jakbym była w odwiedziny. W odwiedziny, w mieszkaniu moich dziadków, pustym i nienaturalnym miejscu gdzie nikt już nie prosi o pomoc, gdzie nikim nie trzeba się zająć, gdzie dziadka steranego ciężką nocą nie trzeba zagonić do łóżka, gdzie nie pachnie śmiercią.

Gdzie ciszę wypełnia tykanie dwudziestu trzech zegarów - kolekcji dziadka - i ani pół dźwięku więcej.

Znowu dzień babci. Pamiętam dobrze jak trzy lata temu szukałam prezentów, pamiętam zestaw jej ukochanych kosmetyków z linii Pani Walewska i zegar-samolot dla dziadka. I pamiętam uczucie, że coś jest nie tak. Moi dziadkowie po raz pierwszy nie ucieszyli się z prezentów, byli nieobecni. Nie wiedziałam co jest grane, pamiętam że dość szybko wyszliśmy z bratem, w niezrozumieniu sytuacji. Potem dowiedziałam się, że tego dnia dostali wyniki badań.

Pamiętam jak wróciłam ze szpitala, trzy miesiące przed maturą, płacząc. Byłam przekonana, że babci zostało kilka dni. Z perspektywy czasu widzę jak naiwne to było, bo choroba która według lekarzy miała nam ją zabrać w tydzień, trwała jeszcze prawie dwa lata. Zdążyliśmy jeszcze razem przeżyć moje osiemnaste urodziny, wspólne święta wielkanocne, moją pierwszą pracę, to jak poszłam na studia, wigilię i kolejne urodziny. Rocznicę ślubu dziadków, kolejny dzień babci, kolejny rok.

Czasami było tak, że z dnia na dzień było coraz gorzej, a potem nagle trochę lepiej. To był rollercoaster uczuć, nadziei i beznadziei. Celebrowaliśmy każdy dzień i wkurzaliśmy się wszyscy nawzajem na siebie, na babcię, na samych nas. Już myśleliśmy, żeby babcię postawić na nogi, kiedy ona znów zasypiała i majaczyła parę dni. I tak w kółko.

Siedziałyśmy z moją mamą na balkonie, kiedy nadeszła kolejna wiosna i to był taki nasz rytuał w tym całym nieszczęściu - kawa, nasze rośliny i rozmowy, które kręciły się wokół jednego tematu. Po ponad roku byliśmy już wszyscy mocno na tym zafiksowani.

Nie pamiętam jak znaleźliśmy się w samochodzie, pamiętam jak wcześniej dzwoniłam do rodziny, działałam na autopilocie, jako jedyna pośród wszystkich zdołałam wykrzesać z siebie trochę konstruktywnego myślenia, żeby zawrócić mojego tatę (który przed godziną odwiedził babcię), by po nas przyjechał. Siedzieliśmy tam wtedy od szesnastu godzin - ja, moja mama, dziadek i wujek. Była noc z soboty na niedzielę, początek bardzo upalnego lipca. Początek żałoby.

Mogłoby się wydawać, że po tym co przeszliśmy nareszcie odpoczęliśmy. Ale tak nie było. Rok który później nastąpił był najbardziej czarnym rokiem w moim życiu. Robiłam wszystko jak dobrze zaprogramowany robot, ale przysięgam, że praktycznie nic nie pamiętam. Rzuciłam się w wir pracy i studiów, specjalnie się męczyłam, żeby nie myśleć przed zaśnięciem.

Najgorzej było z dojazdami samochodem. Potrafiłam się rozpłakać nawet kiedy w radiu reklamowali syrop na serce dla seniorów. Więc przestałam słuchać radia podczas jazdy.

Żałoba, depresja, permanentne zmęczenie które sama na siebie ściągnęłam, ciągłe kłótnie z chłopakiem, poczucie niezrozumienia, pustka, ciągłe koszmary a w nich babcia. Jedyne momenty wytchnienia były wtedy, kiedy skupiałam całą swoją uwagę na tym, żeby siedzieć z dzieciakami na dywanie, bawić się milion razy w to samo. I tak czasem po 12 godzin dziennie w różnych pracach.

Kiedy minął rok to zrobiło się trochę lżej i zaczęłam pragnąć przerwy, odpoczynku. Zwolniłam, zaczęłam rzadziej chodzić do pracy (a przynajmniej nie na tyle godzin), poukładałam sobie wszystko w moim życiu na nowo, zastanowiłam się, czego tak na prawdę chcę.

Ta opowieść kończy się dobrze - pogodziłam się z przemijaniem, pogodziłam się ze wszystkim. Każdy z nas się pogodził - chociaż to nie było łatwe. Do wszystkich osób, które są w podobnej sytuacji: nie chcę was pocieszać, bo wiem że to nic nie daje. Kiedy mnie ktoś pocieszał, to naprawdę miałam to gdzieś i chociaż to brzmi źle, nie będę tego ukrywać. Kiedy ktoś mi mówił, że będzie dobrze, kwitowałam to milczeniem, myślami zaprzeczając (bardzo ładne powiedziane, ale moje myśli nie były wtedy ładne, były bardzo brzydkie i pewnie momentami wulgarne też). Mogę tylko wam dać nadzieję: to minie.

Tęsknota pozostanie, nadal będziemy czuć brak, ale to już nie będzie brak tak bolesny, nie będzie w nieoczekiwanych momentach wyciskać łez z oczu. Nie będzie to brak, który zaważy na tym, czy dzień jest udany, nie będzie to ból który odwróci waszą uwagę od codziennych spraw. Czas płynie dalej, świat się nie zatrzymał i nigdy nie zatrzyma - pewnego dnia obudzicie się i zorientujecie, że jest lepiej.

Podobno pierwszy rok jest najgorszy, tak czytałam. Ale myślę, że dla każdego to jest indywidualna sprawa. Ja po roku poczułam, że mogę układać się na nowo, trochę zdezorganizować rzeczy, w które od dzieciństwa właściwie wierzyłam. MJednak tak naprawdę dopiero od niedawna czuję, że jestem bardziej wszystkiego świadoma, że życie znowu zaczęło się układać.

Po tym czasie mogę powiedzieć, że szczęście w końcu wraca. Jak homeostaza organizmu po przebytej chorobie. 

środa, 23 stycznia 2019

Eksperyment - jajo w occie

Eksperyment - jajo w occie
jajko w occie

Dzisiaj przygotowałam dla was bardzo łatwy i ciekawy eksperyment, którego samo wykonanie naprawdę zajmuje 5 minut. Oczywiście później musimy trochę poczekać na efekt, ale jest tego wart, zapewniam was. Co będziemy dzisiaj robić? Zanurzymy nasze jajko w occie i zobaczymy co się z nim stanie stanie.

Czego potrzebujesz by wykonać eksperyment jajko w occie?

jajko w occie

1. Ocet 
2. Jajko - warto mieć przygotowane więcej niż jedno, na wypdek wpadki w postaci szybkiego pęknięcia naszego jaja po wyciągnięciu ze słoika.
3. Słoik - eksperyment można przeprowadzić też w szklance, ale jak dla mnie słoi wygrywa. Można go zakręcić i dzięki temu nie czuć zapachu octu. 

Wykonanie eksperymentu jajko w occie krok po kroku:

1. Do słoika wlewamy nasz ocet. 
2. Do octu wrzucamy jajo. 
3. Zakręcamy słoik i odstawiamy. 
4. Czekamy 24 godziny.
5. Wyciągamy nasze jajko z octu i obserwujemy!

jajko w occie

jajko w occie

jajko w occie

jajko w occie

jajko w occie

Co powinno się stać: skorupka naszego jajka rozpuściła się w kwasie i jajko zostało gole i wesołe ;-) z łatwością możemy zaobserwować z dzieckiem co kryje się w jego środku: białko i pływające w nim żółtko. By efekt był lepszy możemy patrzeć na jajko pod światło lub poświecić sobie na nie latarką. Możemy też odbijać go delikatnie o stolik a ono - zamiast rozbić się - odbija się. Ja przed zabawą umyłam go jeszcze w wodzie z resztek skorupki i z octu.

jajko w occie

Zobacz też:

Eksperyment - Jajko w butelce

sobota, 19 stycznia 2019

Sobotnia kawka #3

Sobotnia kawka #3

Nie mogę uwierzyć, że minął kolejny tydzień. To się wydaje wręcz niemożliwe. Czas mi tak bardzo przyśpieszył, że niczego nie ogarniam. Cały tydzień zmagałam się z nauką i tym, aby się do niej przemóc pomimo apatii, które dało mi się we znaki już w niedzielę. Zmęczenie trwało cały tydzień i tylko się pogłębiało, bo w ciągu tygodnia słabo spałam i musiałam wcześnie zrywać się z łóżka.

Kiedy miałam chwilę czasu to czytałam w tym tygodniu „Bóg nigdy nie mruga” Reginy Brett. Muszę przyznać, ze jestem pozytywnie zaskoczona. Kiedy dostałam ta książkę kilka lat temu, po przeczytaniu kilku pierwszych lekcji rzuciłam ją w kąt. Nie rozumiałam jej, może do niej nie dorosłam. Teraz jednak minęły cztery lata, długie cztery lata podczas których wiele się wydarzyło (w tym wiele złego) i wiele się nauczyłam. Teraz czytam sobie jedną, dwie lekcje dziennie i słowa autorki są jak balsam na moje serducho. Książka utwierdza mnie w przekonaniu, które nabyłam przez ostatni rok - z każdego, choćby największego dołu da się przecież wyjść. I trzeba o tym pamiętać w chwili, kiedy tkwi się na samym dnie. Ta książka o tym przypomina.

W tym tygodniu wreszcie usiadłam na parę godzin po to, żeby coś wydziergać, z czego niezmiernie się cieszę! Tak powstał koszyk na szydełku - planuję go dać do łazienki, żeby uporządkować moje kosmetyki.

Zrobiłam sobie tylko jeden długi spacer, bo nie starczyło mi czasu, ale dobre i to. Czasami warto chociaż na chwilę wyjść i pospacerować wieczorem, dla rozładowania nerwów.

Chociaż oznacza to dużo nauki i ciągłe zmęczenie - cieszę się, że ten semestr chyli się ku końcowi. Dużo się w nim nauczyłam, zdefiniowałam bardziej swoje plany na przyszłość.

A wam, jak minął tydzień? Też jesteście tacy zapracowani?

środa, 16 stycznia 2019

Wyrozumiałość dla samego siebie

Wyrozumiałość dla samego siebie
wyrozumiałość dla samego siebie

Czy jestem dla siebie wyrozumiała?


To jest pytanie, które zaczęło mnie dręczyć po tym, jak natknęłam się na nie rozwiązując jedną z ankiet, które wrzucają na Facebooka osoby z piątego roku, piszące prace magisterską. Czy jestem dla siebie wyrozumiała? Czy ty jesteś dla siebie wyrozumiały, zaznacz na skali:

Zawsze        Często        Czasami        Średnio        Rzadko        Prawie nigdy        Nigdy

Co byś zaznaczył? Co chciałbyś zaznaczyć, po głębszym zastanowieniu? Jaki powinieneś dla siebie być, by czuć się dobrze z samym sobą? W czasach, kiedy zewsząd płyną słowa, że za mało robisz, nie rozwijasz się, nie dążysz do lepszych warunków materialnych, łatwo zapomnieć o czymś takim jak wyrozumiałość. I to w dodatku do samego siebie! Przecież to słowo kojarzy się wręcz z dziećmi, jesteśmy wyrozumiali dla dziecka, bo przecież wszystkiego jeszcze nie umie, jest takie niezaradne. No i też nie każdemu, bo niektóre już przeciągnęły strunę naszej cierpliwości. 

Pozwalasz sobie na chwilę wytchnienia? Czy od rana do wieczora pędzisz jak szalony, jakby od tego zależało to, czy planeta nadal się będzie kręcić? Czy - jeśli jesteś zmęczony, to pozwalasz sobie na to czy raczej wypijasz kolejną kawę (piątą już dzisiaj), energetyka czy wciskasz snikersa, bo po nim podobno można więcej, i ciśniesz siebie dalej. Przecież życie jest takie krótkie a w kalendarzu terminy gonią terminy.

Czy jeśli coś się nie udało, potrafisz uznać swoją porażkę? Bez nadmiernego obwiniania siebie, poczucia winy i żalu, bez presji możesz ją zaakceptować? Czy raczej, po porażce czujesz się jak wymoczek, bo nie dość, że widzieli ją inni ludzie, to jeszcze sam siebie zwyzywałeś w myślach? Zastanawiałeś się kiedyś jak takie podejście wpływa na Ciebie, na twoje poczucie własnej wartości, na twoje funkcjonowanie w społeczeństwie i twoje zdrowie?

Powiesz: jestem dorosły, nie będę przecież rozczulać się nad sobą. I bardzo dobrze, mierz siły na zamiary. Miej wobec siebie również wymagania, ale takie, którym możesz sprostać. Popatrz na siebie obiektywnie, zadaj sobie pytanie, co jesteś w stanie zrobić, a co jest przesadą?

Nie patrz na innych. Naprawdę, skończ z tym. Jest to coś z czym ciężko się uporać nawet mnie. Porównując swoje sukcesy do sukcesów innych daleko nie zajedziemy. Nie próbuj nikomu dorównać, ponieważ każdy jest inny, układaj własną historię. Pamiętaj, że trawa jest zawsze bardziej zielona na ogródku sąsiada!

Praca i odpoczynek to powinny być dwie strony tego samego medalu. Jeśli w twoim życiu jest inaczej, może warto je przewartościować? Może twój organizm od dawna domaga się odpoczynku a przeziębienie niedoleczone trwa od października do maja?

Zatrzymaj się i spójrz na siebie. Co powiedziałbyś w tej sytuacji innemu człowiekowi? Swojemu przyjacielowi, członkowi rodziny? Zatrzymaj się, odpocznij, wyzdrowiej? Jeśli tak, bardzo dobrze - tak właśnie powinieneś mu powiedzieć. Być dla niego wyrozumiały.

Dlaczego w takim razie tak ciężko jest to powiedzieć samemu sobie?

A jak jest z wami? Jesteście dla siebie wyrozumiali?

sobota, 12 stycznia 2019

Sobotnia kawka #2 + Jakie książki chciałabym przeczytać w 2019

Sobotnia kawka #2 + Jakie książki chciałabym przeczytać w 2019


Cześć! Zaczęło się u mnie na uczelni czyste szaleństwo. Mam do zrobienia pięć tysięcy różnych rzeczy, także włączył mi się też stres i presja, że nie zdążę. A na dodatek pogoda mnie nie zachwyca - może i jest pięknie, i naprawdę zachwycam się podczas każdego spaceru, ale niewygodnie mi się jeździ samochodem, niewygodnie mi się chodzi po chodnikach (to ile potencjalnych wywrotek w tym tygodniu mogłabym zaliczyć idąc po prostej drodze to jest jakaś masakra) i ogólnie ciężko mi się przekonać do wyściubienia nosa na zewnątrz, kiedy tak bardzo sypie śnieg.

Zrobiłam sobie rzęsy, z których jestem baaardzo zadowolona. Są dokładnie takie jakie chciałam, nie wyglądają na przesadzone i, co bardzo miłe, zbierają komplementy.


W tym tygodniu nie zdążyłam przeczytać żadnej książki - nawet nie zdążyłam przeczytać całej literatury na wszystkie zajęcia. Pochłonęło mnie robienie dwóch prezentacji i pierwsze próby uczenia się do zbliżających się kolokwiów.


Byłam w niedzielę na cudownym, zimowym spacerze w Puszczy Dulowskiej i na dwóch długich spacerach z psem w ciągu tygodnia, podczas których robiłam trochę zdjęć. Diego zaliczył tarzanie się w śniegu. Był bardzo zadowolony!

Ciągle nucę w aucie (i poza autem też, ale w aucie mnie przynajmniej nikt nie słyszy) ten kawałek:





Książki które chcę przeczytać w 2019 roku

Postanowiłam zrobić sobie listę książek, które na pewno chcę przeczytać w tym roku. Nie jest ona długa, ponieważ chcę mieć pewność, że te akurat pozycje przeczytam na pewno. Jeśli uda mi się przeczytać coś więcej - dobrze, będę się cieszyć - ale wolę taką sytuację, niż to, że jakiejś nie zdążę i znów będę miała do siebie o to żal.

1. Hygge. Duńska sztuka szczęścia - Tourell Soderberg Marie
Na tę książkę było wielkie „boom” ale ja wtedy je przegapiłam. Ale od jakiegoś czasu mam coraz większą ochotę przeczytać wreszcie tę pozycje i samej wyrobić sobie o niej zdanie.

2. Sekretne życie drzew - Peter Wohlleben
Mój chłopak przeczytał tę książkę już jakiś czas temu, bardzo mu się podobała. Leży u niego na półce i chyba nadszedł czas, że skusiła też mnie.

3. Zarządzanie sobą - Beata Kozyra
Na początku studiów zaczęłam czytać tę książkę, ale nawał obowiązków, które wtedy na mnie spłynął sprawił, że ją odłożyłam i jakoś nigdy nie wróciłam. Czas to zmienić i zacząć ją czytać jeszcze raz, tym razem ją skończyć - pamietam że mnie zaciekawiła.

4. Bóg nigdy nie mruga - Regina Brett
Dostałam tę książkę na 18 urodziny od mamy i pamiętam, że wtedy mi się nie spodobała. Ale ostatnio z braku laku przeczytałam znowu pierwszą lekcję i muszę przyznać, że teraz odbieram ją zupełnie inaczej.

5. Black Out. Jutro będzie za późno - Marc Elsberg
Podobno bardzo ciekawa, wciągająca powieść.

6. Kurs Szczęścia - Beata Pawlikowska
Kupiłam tę książkę mamie, kiedy ogólnie w naszej rodzinie był gorszy czas. Mojej mamie się bardzo podobała, ja nigdy do niej nie zajrzałam. Teraz chce to zmienić.

7. Diagnozowanie rozwoju małego dziecka - Małgorzata Wójtowicz-Szefler
Powiem szczerze, że jestem na etapie szukania. Mam wrażenie, że wszystko to co robię na zajęciach na uczelni, to za mało. Dlatego staram się poszerzać swoją wiedzę z zakresu psychologii rozwojowej, ale nie wiem jeszcze od której strony to ugryźć, dlatego chcę przeczytać na ten temat jak najwięcej.

8. Jedenaście minut - Paulo Coelho
Należę do tych osób, które Paulo Coelho chwyta za serce, nie moge temu zaprzeczyć. W tym roku przeczytałam Alchemika, który bardzo mnie zainspirował do działania, oraz Bridę która była dla mnie przełomową książką. Mam nadzieje, że w tym roku zdałam przeczytac chociaż jedną jego książkę.

9. Dziesiąta aleja - Mario Puzo
Obiecuje sobie, że to przeczytam odkąd w wakacje oczarował mnie „Ojciec chrzestny”, ale od tego czasu nie znalazłam na nią chwili.

10. Rok 1984 - George Orwell
Pożyczyłam od brata w listopadzie i nadal leży na półce. Czeka na dobry moment chyba! Chciałabym ją przeczytać niedługo, żeby móc zwrócić bratu.

Czy którąś z tych książek również macie w planach przeczytać? A może właśnie je czytacie, albo już zdążyłyście to zrobić i możecie coś powiedzieć na ich temat? Jakie książki wy macie na swojej liscie w 2019 roku? Napiszcie koniecznie!
Buziaki!

środa, 9 stycznia 2019

Wulkan z masy solnej

Wulkan z masy solnej
wulkan z masy solnej

Ostatnio pokazałam wam jak zrobić masę solną - najprostszą i tanią masę plastyczną, jaką możecie zrobić w domu do wykorzystania z dzieciakami, lub we własnych projektach. Dzisiaj mam dla was instrukcję krok po kroku jak ulepić wulkan z masy solnej, który przyda nam się do zrobienia bardzo łatwego eksperymentu z dziećmi: wulkan z sody i octu.

Co będzie potrzebne by zrobić wulkan z masy solnej:

wulkan z masy solnej

masa solna - oczywiście - tutaj znajdziecie przepis na masę solną ;-)
kubek plastikowy
folia aluminiowa
farby
pędzel
lakier do włosów (opcjonalnie)

Wulkan z masy solnej - krok po kroku

1. Przygotowujemy masę solną (przepis na masę solną).
2. Kubek plastikowy owijamy folią aluminiową a następnie kładziemy go na rozwałkowanym kole z masy solnej.

wulkan z masy solnej

wulkan z masy solnej

wulkan z masy solnej

3. Oklejamy kubek masą solną tak, by powstało nam coś w rodzaju uciętego stożka.

wulkan z masy solnej

wulkan z masy solnej

wulkan z masy solnej

4. Gotowe dzieło wkładamy do piekarnika na niską temperaturę - ja dałam na około 70 stopni. Po godzinie wyciągnęłam wulkan, by pozbyć się ze środka kubka. Jeśli wyciągniemy kubek przed wstępnym suszeniem wulkanu, to niestety nic nam z niego nie wyjdzie, bo boki się rozjadą na wszystkie strony. Kiedy wulkan będzie jednak już trochę suchy, wtedy delikatnie podważamy boki kubka (np. nożykiem) i zaginamy je do środka. Kiedy odkleimy go z każdej strony, powoli i delikatnie go wyciągamy.

wulkan z masy solnej

5. Nasz wulkan znów trafia do piekarnika, tym razem na dłużej. Temperatura to standardowo 100 stopni, ja piekłam mój wulkan z masy solnej około 5 godzin, potem jeszcze przez dzień suszyłam, zanim był całkiem suchy.

wulkan z masy solnej

wulkan z masy solnej

wulkan z masy solnej

wulkan z masy solnej

6. Wyjmujemy nasz wulkan i malujemy go farbkami. Ja używam zielonej i czarnej i białej - zielona to trawa, czarną i białą mieszam, by wyszedł ciemny szary i maluję mój wulkan z zewnątrz. Czekam aż farbki wyschną i na koniec psikam lakierem do włosów.

wulkan z masy solnej

7. Wykonuję eksperyment wulkan z sody i octu!

Mnóstwo radości mi sprawiło robienie tej pracy plastycznej. Starsze dzieci mogą wykonać ją samodzielnie (z pomocą rodziców podczas pieczenia), bo jest bardzo prosta. Taki wulkan efektywnie będzie również wyglądać w przedszkolu i szkole podczas robienia eksperymentów. Jak wam się podoba?

sobota, 5 stycznia 2019

Sobotnia kawka #1 + Cele na nowy rok

Sobotnia kawka #1 + Cele na nowy rok


Pierwszy tydzień nowego roku zleciał mi jak z bicza strzelił. Poniedziałek i wtorek trochę spisałam na straty, jeśli mam być szczera, bo do jakiejkolwiek produktywności wróciłam dopiero w środę. Ale za to ruszyłam z kopyta i byłam bardzo produktywna!

Przeczytałam książkę Agnieszki Wojtczuk-Turek "Zachowania innowacyjne w pracy", na podstawie której miałam zrobić prezentację na studia. Jest to literatura o konkretnym zjawisku, które jest tam dobrze opisane i wytłumaczone, więc jeśli kogoś interesują takie tematy to polecam, bo można uzyskać sporą dawkę teorii w przystępny sposób.

Słuchałam namiętnie płyty Meli Koteluk "Migawka", którą dostałam w prezencie na gwiazdkę. Ja muzyki z płyt słucham tylko podczas jazdy samochodem, więc każda mała lub duża przejażdżka w tym tygodniu upłynęła mi w towarzystwie piosenek Meli. Uwielbiam ten album, chyba nawet bardziej niż poprzedni.

Zaczęłam się uczyć na nadchodzące kolokwia i egzaminy. I mam w planach poświecić jeszcze kilka godzin mojego weekendu, żeby rozłożyć całą naukę na styczeń i nie wkuwać noc przed egzaminami. Myślę że dobre rozplanowanie materiału to klucz do tego zadania. Jestem mocno zmotywowana i wiem że się uda!



Byłam na dwóch długich spacerach (10 km) i na jednym krótkim (5 km) - także bardzo dobrze rozpoczęłam ten rok! Obiecałam sobie, że powrócę do tych treningów w postaci maszerowania (od lipca do października chodziłam codziennie 5-10 km) ale w zimie to nie jest to samo i nie sprawia mi to tak wielkiej przyjemności - na razie trzy razy w tygodniu mi wystarczą, dopóki nie zrobi się cieplej i jaśniej wieczorami.

W związku z nowym rokiem czuję się niemal zobowiązana do tego, żeby zrobić sobie jakieś małe postanowienia. Jestem jednak z tych, którym ciężko jest później o nich pamiętać w ciągu roku, dlatego chcę, by były one proste i realne do wykonania. W tamtym roku trochę poszalałam i we wrześniu czułam lekkie rozgoryczenie, bo już wiedziałam, że wiele z nich się nie uda wdrożyć w życie. Dzisiaj wiem, że nie ma się o co frustrować a raczej powinnam stawiać sobie bardziej dostępne cele, by małymi kroczkami dążyć do spełnienia większych marzeń.



Moje trzy główne cele na rok 2019

1. Iść na praktyki do poradni psychologiczno-pedagogicznej
Jest to coś, co znajduje się na samej górze mojej listy. Nadszedł czas mojego studiowania, gdzie muszę zadać sobie pytanie o to, co dokładnie chcę robić. Zawsze widziałam siebie jako psychologa właśnie w poradni, ale muszę to zweryfikować - w tamtym roku przecież widziałam siebie na stanowisku opiekunki w żłobku - a już po pół roku życie zweryfikowało mój wybór i teraz nie zdecydowałaby się na tą pracę na dłużej niż „przetrzymanie”, czyli moment w którym musiałabym z czegoś żyć, ale równocześnie szukałabym po prostu lepszej pracy, zgodniejszej z moimi ideami.

2. Pisać regularnie i konsekwentnie bloga
To mój cel związany trochę z moim rozwojem. Bardzo bym chciała powiedzieć sobie za rok, że rzeczywiście w tygodniu pojawiały się dwa wpisy a ja sama nauczyłam się samodyscypliny.

3. Napisać książkę
Lub może nawet więcej niż jedną, jeśli znajdę na to czas. Jak chcę to osiągnąć? Pisać codziennie przynajmniej po pół godziny, w weekendy i dni wolne trochę więcej, jeśli znajdę czas.


Idę dzisiaj na przedłużanie rzęs do kosmetyczki po raz pierwszy w życiu. Zobaczymy co to będzie, trochę się stresuje, jaki będzie efekt, chociaż myślałam o tym zabiegu już od dawna. A wy, jakie macie plany na sobotę? Miłego dnia!

środa, 2 stycznia 2019

Bullet journal - inspiracje na styczeń

Bullet journal - inspiracje na styczeń
Grudzień minął mi zdecydowanie za szybko, nawet nie zorientowałam się kiedy. Trochę wolnego na uczelni wcale nie sprawiło też, że czuję się jakoś świetnie wypoczęta, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że strasznie się rozleniwiłam. 
Mamy nowy rok, więc postanowiłam spróbować też czegoś nowego w moim bullet journalu. Zapraszam do oglądania!

bullet journal inspiracje

bullet journal inspiracje

bullet journal inspiracje

bullet journal inspiracje

bullet journal inspiracje

bullet journal inspiracje

bullet journal inspiracje

bullet journal inspiracje